niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział XV "Plastik atakuje"

ZBIERZNOŚC OSÓB I IMION W TYM ROZDZIALE JEST PRZYPADKOWA.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwsze dni po powrocie do szkoły, spędziłam pod ostrzałem zazdrosnych spojrzeń szkolnych plastików i ciekawskimi od innych osób. Z resztą nie tylko ja, Julka też. Już się boję co będzie jak się wyda, że jest w ciąży i to z kim - będzie gorąco. Jedyne lekcje, na których dziś czułam się „dobrze” to w-f. Razem z Julią i Wiktorią wykorzystałyśmy wolną lekcję i jak zawsze wkurzałyśmy chłopaków, wykonując triki które im za cholerę nie chciały wyjść oraz pokonując ich w meczu trzech na trzech, wynikiem 3:1. Resztę dnia nasze „ofiary” spędziły poważnie na nas obrażone. Co do sytuacji w domu, o związku z Wojtkiem rodzice nie wiedzieli, co mnie bardzo zdziwiło, ale w sumie się cieszyłam.
Moim największym zmartwieniem na chwilę obecną jest studniówka, a dokładniej kolejny brak czegoś porządnego do ubrania. Jeszcze kilka dni temu, stresowałam się tym, że Wojtek nie będzie mógł przyjechać, lecz się udało. Julce i Wiktorii też się udało. Bardzo ciekawi mnie sytuacja między Wiką a Łukaszem. Już nie ogarniam, czy oni są przyjaciółmi czy są razem. Mam nadzieję, że już nie długo się dowiem…
- Emila no, powiedz którą. – spojrzała na mnie z wyrzutem Julia.
- Już ci mówiłam, że czerwoną – przewróciłam oczami.
- Ale mi się bardziej podoba ta niebieska…
- To po cholerę się pytasz ? – spytałam – Też muszę się zdecydować, więc nie przeszkadzaj. Spytaj się Wiktorii.
Odwróciłam się tyłem i podeszłam do kolejnych wieszaków. Zawsze jak chce coś kupić, to nic porządnego nie ma, a jak nie mogę sobie czegoś kupić to zawsze jest coś zajebistego. Złośliwość rzeczy martwych. Mam dość…
***

- Zostaw mnie, bo mi wszystko rozmażesz – rzuciłam w stronę Wojtka, którego akurat teraz wzięło na całowanie – Innym razem… Wojtek do cholery ! – krzyknęłam na chłopaka.
- Dobra, dobra już nie krzycz – powiedział z miną zbitego szczeniaka – Ale spręż się, bo się nie wyrobimy.
- Ty mnie tu nie poganiaj, tylko lepiej zadzwoń do Roberta i spytaj się jak sytuacja u nich. – powiedziałam poprawiając fryzurę. – Niech się sprężą, jeśli nie chcą być ostatni, a jest to bardzo możliwe.
Z jednej strony obawiałam się tej studniówki, dokładniej tego czy pomysł na ściągnięcie piłkarzy to dobry pomysł, ale z drugiej ciekawiła mnie rekcja ludzi. No cóż pożyjemy zobaczymy. Poczekaliśmy jeszcze kilka minut na Wikę i Łukasza, po czym pojechaliśmy pod dom Julii, skąd mieliśmy się udać na salę. Planowaliśmy zrobić „Wielkie wejście” i na razie zanosi się na to, że się uda. Raczej rzadko widuje się porsche, mustanga i ferrari oraz Szczęsnego, Lewego i Piszczka w jednym miejscu. Gdy dotarliśmy pod dom Julki, ta wraz z Robertem właśnie wychodziła. Chyba jednak nie będziemy ostatni…
***
Moje przeczucia były trafne. Nasz „orszak” wzbudził zainteresowanie, lecz tylko na początku. Później było, jakby to powiedzieć normalnie…Inni zachowywali się w stosunku do piłkarzy nadzwyczaj zwyczajnie. Chłopaki szybko załapali z nimi kontakt i zachowywali się jak dobrzy koledzy Wsłuchując się w piosenkę, która ostatnimi czasy była zdecydowanie moją ulubioną – Thinking Out Loud, tańczyłam wtulona w Wojtka, pod ostrzałem spojrzeń zazdrosnych plastików, podczas gdy zegary wskazywały już w pół do pierwszej w nocy. Nim się obejrzałam, spokojna piosenka zmieniła się na jakiś znany hit którego nazwy nie mogłam sobie przypomnieć.
- Odbijamy – usłyszałam głos (Błagam nie…) Ksawerego.   
Niechętnie „zamieniłam” Wojtka na swojego byłego chłopaka, podczas gdy do bramkarza przykleiła się królowa plastików – Marika. Może i nienawidzę Ksawerego, ale takiej dziewczyny to mu współczuje… Chociaż w sumie, ona jest z nim dla kasy, a on z nią bo jest ładna. Ruda małpa. Nienawidzę jej. Jak to plastik, chyba nie trzeba jej opisywać. Marzyłam o tym, żeby podczas tego gdy jestem zmuszona tańczyć ze swoim byłym nie puścili czegoś wolnego.
- Coś ci się przykleiło do chłopaka. – usłyszałam Wiktorię. – Na twoim miejscu, szybko bym się tego pozbyła.
- Zdaje sobie z tego sprawę – starłam się odpowiedzieć tak, że Hirsz tego nie dosłyszał – Julce też.
Wskazałam dyskretnie Roberta tańczącego z „wice przewodniczącą” plastików – Eweliną. Kolejna ruda małpa, niemal idealna kopia Mariki. Przetańczyłam z Ksawerym dwie piosenki, po czym dając mu do zrozumienia, że mam go już dość, udałam się w stronę stołów, gdzie czekałam na Wojtka który próbował uwolnić się, ze szpon Mariki. Z uśmiechem na ustach, obserwowałam jego poczynania. Po kilku minutach dołączył do mnie. Zauważyłam tylko, że plastik jest wkurzony. Bardzo.
- Coś ty jej zrobił ? – zapytałam z udawanym wyrzutem
- Powiedziałem tylko, że mi przykro, ale mam dziewczynę – powiedział z uśmiechem który bardzo lubiłam – A tak na marginesie, matko boska, ona jest okropna.
Na te słowa wybuchłam śmiechem i zgodziłam się ze Szczęsnym. Po chwili przyszła do nas Wika z Piszczkiem. Blondynka miała dość nie ciekawą minę.
- Ratujcie. Plastiki nas śledzą – powiedziała ze śmiechem 

- One się na nas uwzięły – powiedziałam z poirytowaniem – Weźcie mnie stąd… 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zabijcie mnie, powieście czy co tam chcecie za ten rozdział ;-; Spierdzieliłam go i to poważnie. Chyba przeżywam jakiś kryzys. Nie umiem pisac xD Krótki, bez sensowny. 
Macie mnie skrytykowac, każe wam. Może to coś pomoże. xD Ostatnio wszystkie pomysły mi uciekły co widac... Mam nadzieję, że wena powróci. Trzymajcie kciuki. 
A teraz kochni, mam dla was życzenia:

Bogatego zająca (rodziców), mokrego dyngusa (śnieżnego) i smacznego jajka :D

Kochani, chce wam podziękowac za 5050 wyświetleń i 6 obserwatorów. Jesteście najlepsi <3

Komentujesz, nie ważne czy pozytywnie czy negatywnie - MOTYWUJESZ I TO BARDZO <3


niedziela, 22 marca 2015

Rozdział XIV „Turbokozak(czka) i powroty…

- Zamknijcie się, bo nie strzelę ! – wydarłam się na Kanonierów, po raz trzeci przymierzając się do strzału z połówki.
Postanowiliśmy pobawić się coś w typu Turbokozak. Obecnie jesteśmy przy strzałach z połówki, a te pacany za chiny nie chcą zamknąć swoich pięknych buziek. Spiorunowałam rząd stojący za mną wzrokiem. Dalej wykrywali moje imię w angielskiej wersji, co mnie wcale nie motywowało, a wręcz jeszcze bardziej stresowało. Jeśli trafię tą połówkę,  będzie remis i zadecyduje żonglerka. A jak nie to pech, wygra Wojtuś.
- A w mordy chcecie ? – spytałam z irytacją
- Nie odważysz się – wytknął mi język Alexis
- Zakład ? – spytałam, podchodząc bliżej Chilijczyka, na co ten zaczął się cofać.
- Zakład – uśmiechnął się Sanchez – Ale najpierw mnie złap !
Zarechotał, po czym puścił się biegiem. Cicho się za śmiałam po czym pobiegłam za nim. Zawsze byłam najszybsza z klasy, może nawet i z rocznika, jeśli chodzi o dziewczyny. Bez trudu zmniejszyłam odległość między mną a Alexisem. Ciężej jednak było go złapać. Przy śmiechu reszty piłkarzy, po kilku minutach złapałam bruneta. Nareszcie przydało się chodzenie na karate w podstawówce. Pociągnęłam go za rękę i jednym szybkim ruchem położyłam na ziemię. Z zadziornym uśmiechem stanęłam nad Sanchezem i dotrzymałam obietnicy. Strzeliłam mu liścia, po czym zostawiając go zdezorientowanego na murawie, podbiegłam do piłki i strzeliłam przynajmniej dla mnie bardzo ładną połówkę. Pośród śmiechów rozległy się brawa. Z miną typu „fuck yeah” zwróciłam się w stronę kanonierów, gdzie dostrzegłam schowanego za kolegami poszkodowanego.  
- No to została żonglerka – mruknęłam
- I tak wygram – usłyszałam uśmiechniętego Wojtka.
- Chciałbyś – wytknęłam mu język – Zaczynamy ?
- Oczywiście – powiedział pewny siebie. Pocałował mnie w policzek i poszedł po piłkę.
Już za chwilę ten uśmieszek zejdzie mu z twarzy. Podrzuciłam piłkę i zaczęłam. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem… Idziemy łeb w łeb, a dobiliśmy już do dwudziestu pięciu. Szlak ! Spadła… O, Wojtkowi też.
- Ile ? – spytałam z nadzieją. – Ja mam dwadzieścia sześć.
- Dwadzieścia siedem ! – krzyknął zadowolony z siebie
- Ej, nie kłam ! – usłyszałam głos Flamini’ego – Też liczyłem, było dwadzieścia pięć !
Wojtek spuścił głowę i zaklął pod nosem. Pff, też mi coś. Ale ej. Zaraz. Wygrałam ? Wygrałam ! We are the champions
- No ale gratuluje wygranej – powiedział za mną Wojtek, który powstrzymywał śmiech – Po raz kolejny skopałaś facetom tyłek
- Wiem – powiedziałam z dumnym uśmiechem – Kobieta też potrafi.

***

Data szóstego stycznia zaznaczona na kartce kalendarza oznaczała tylko jedno. Powrót. Powrót, właściwie do rzeczywistości. Rodzina, szkoła, przyjaciele… A przede wszystkim pożegnanie, na bliżej nie określony czas, które na pewno będzie bolało. Kiedy się do tego przyzwyczaję ? Wyrwana ze snu czułym pocałunkiem, wpatrywałam się w niebieskie tęczówki swojego chłopaka. Złożył jeszcze kilka krótkich pocałunków na moich ustach, po czym zamienił je na szyję. W miarę szybko powstrzymałam szatyna od zrobienia malinki. Ten spojrzał na mnie z miną która mówiła „Dlaczego nie ?”
- Bo chcę uniknąć tysiąca pytań rodziców i braci oraz komentarzy przyjaciółek i innych znajomych.
- No weź – spojrzał na mnie z miną zbitego psa.
- Innym razem. – powiedziałam z uśmiechem – A teraz wstawaj. Te ostatnie chwile z tobą chciałabym spędzić inaczej niż gapiąc się w sufit leżąc w łóżku.
- W łóżku można robić wiele rzeczy – dosłownie wymruczał w moją szyję.
- Wstawaj zboczeńcu – powiedziałam ze śmiechem odpychając chłopaka.
W miarę szybko się ogarnęliśmy, po czym postanowiliśmy nie trzymać ludzi dłużej w niepewności i za pomocą facebooka dać im do zrozumienia, że jesteśmy razem. Niech się cieszą, chociaż dla wielu to raczej nie będzie powód do radości… W szkole będę miała przesrane, bo akurat w mojej szkole ludzie są bardzo dziwni. Reszta czasu która nam został spędziliśmy na wygłupach, oglądaniu filmu i wspominaniu różnych rzeczy. Potem Wojtek odwiózł mnie na lotnisko. Przy pożegnaniu rozkleiłam się, nie mogłam, ba nie umiałam powstrzymać łez.

***
- Też za wami tęskniłam – powiedziałam przytulając Natana i najmłodszego z braci.
Wszyscy zawsze dziwili mi się jak z nimi wytrzymuje, jak to robię, że już dawno nie mam ich zabite. „Normalne” rodzeństwa z reguły się nienawidzą, i właśnie dlatego zawsze mówiłam, że nie jesteśmy normalni. Owszem, momentami mam ich dość, ale z reguły trwa to krótko. Gdyby ktoś skrzywdził któregoś z nich, a szczególnie jeśli chodziłoby o  Mateusza, zabiłabym bez chwili zawahania, gołymi rękami. Z moimi diabłami zawsze łączyła mnie dziwna więź, której nawet ja sama nie rozumiem…
Pożegnań nienawidziłam, ale za powitaniami też nie przepadałam, więc starałam się jak najszybciej zakończyć te czułości. Gdy tylko osiągnęłam cel, poszłam odpocząć. Już w połowie spałam, gdy rozdzwonił mi się telefon. Wiktoria dzwoniła z zaproszeniem na ploty, na które nawet gdybym chciała, nie mogłam odmówić. Zerwałam się z łóżka, przebrałam w coś bardziej odpowiedniego do pogody, bo jak na początek stycznia było bardzo ciepło, co bardzo mnie zdziwiło tym bardziej, że nie było deszczu. Kurtkę zostawiłam w domu i zabrałam tylko grubszą bluzę, po czym wyszłam kierując się w stronę domu przyjaciółki. Pogoda była po prostu cudowna, lepszej nie mogłam sobie wymarzyć. Do Wiktorii miałam blisko, pięć minut spacerkiem. Gdy dotarłam, zapukałam i właściwie od razu otworzył mi młodszy brat blondynki – Filip.
- Witam młodzieży – zaśmiałam się.
- Cześć – odpowiedział czternastolatek, wpuszczając mnie do środka.
Nawet z rodzeństwem Wiktorii miałam dobry kontakt. Dziewczyny często mówią, że ja ze wszystkimi się dogaduję, a szczególnie tymi młodszymi, co nie do końca jest prawdą. Wspięłam się po schodach i już z korytarza słyszałam spierające się o coś dziewczyny. Nie byłam pewna czy to z Julką, czy z siostrą kłóci się Wika. Jednak tą osobą okazała się Klaudia – jej młodsza siostra.
- Weź tego tableta, i idź dręczyć Filipa – rzuciła w stronę siostry – Daj mi już święty spokój. Emilia ! – blondynka podbiegła do mnie rzuciła mi się na szyję
- Też się cieszę, że Cię widzę – uśmiechnęłam się – Gdzie Julka ?
- Zaraz przyjdzie. Idę zrobić kakałko -  odparła znikając na schodach
Chwilę po tym pojawiła się Julia. Ona także nie chciała mnie puścić. Gdy wróciła Wika, zaczęłyśmy to na co czekałyśmy – ploty. Tematem przewodnim był mój i Julki wyjazd, oraz zbliżająca się studniówka. Ustaliłyśmy, że na 100% ściągamy piłkarzy. Na początku Wika była temu przeciwna, lecz w końcu dała się namówić. Później, rozmowa zeszła na temat Julki i Roberta. Historia ich poznania była naprawdę zakręcona. Otóż, kolega przyjaciela kuzynki Julii zna Roberta i pewnego razu wyszło tak, że się spotkali. Szczegółów Jula nie chciała wyjawić. Teraz od dłuższego czasu próbujemy z niej wyciągnąć, jak to się stało, że jest w ciąży.           
- Jak się robi dzieci, nie będę wam tłumaczyć. – powiedziała Julka Ale dam wam zagadkę. Stało się to dokładnie sześc tygodni temu. Pomyślcie, to zaskoczycie, gdzie i może nawet kiedy to się stało.  
 Na chwilę w pokoju zapanowała kompletna cisza, po chwili rozdarta krzykiem Wiktorii
- Boże, jakie my jesteśmy głupie… - uderzyła się w czoło – Emila, nasza pierwsza impreza z nimi, była dokładnie sześć tygodni temu. Liczyłam. Pamiętasz, jak gdzieś w połowie, Lewy gdzieś zniknął i nikt nie mógł go znaleźć ?
- Boże, jak mogłam na to nie wpaść… - zaśmiałam się – Teraz już wiemy gdzie był…

   

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział XIII "Strzał"

KONKURS ! SZCZEGÓŁY POD ROZDZIAŁEM !

Proszę, dodajcie się do obserwatorów ------> 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzisiejszy dzień przywitał nas słońcem co bardzo mnie ucieszyło, bo to właśnie za nim tęskniłam najbardziej. Gdy tylko otworzyłam oczy pierwsze na co zwróciłam uwagę była właśnie ta pogoda. Na co innego zwróciłam uwagę, dopiero wtedy gdy coś, a raczej ktoś przeszkodził mi w wstaniu z łóżka. Wojtek obejmował mnie ręką i zdecydowanie nie miał w planach puszczenia mnie. Starałam się w jakiś delikatny sposób zdjąć jego rękę, ale w końcu musiałam sięgnąć po cięższą artylerię, czyli poduszkę. Walnęłam nią chłopaka, na co ten się od razu obudził. Gdy tylko mnie puścił, wstałam z łóżka i podeszłam do okna.
- Czemu mnie bijesz ? – mruknął Wojtek tuż za mną na co podskoczyłam. – Nie grzeczna dziewczynka.
- Powinieneś się wstydzić, że na to pozwoliłeś – odparłam, całując chłopaka i go wymijając.
Zabrałam jakieś ciuchy z szafy po czym na kilka minut zajęłam łazienkę. W miarę ogarnięta opuściłam pomieszczenie i zeszłam na dół, gdzie zastałam Szczęsnego jedzącego śniadanie.
- A mi nie zrobiłeś – mruknęłam – Jak mogłeś ? Toż to zbrodnia -  zaśmiałam się i zaczęłam robić sobie kanapki
- Nie zrobiłem, bo bym się na trening spóźnił – odpowiedział z uśmiechem
- Słabe usprawiedliwienie – powiedziałam – Wiesz co ? Idę z tobą.
- No to szybko jedz te kanapki, to bo dostanę po ryju jak się spóźnimy – pogroził mi placem a potem się zaśmiał.
Zgodnie z poleceniem chłopaka szybko pochłonęłam śniadanie, po czym udaliśmy się w drogę na Emirates Stadium. Mimo to, że termometry wskazywały tylko 2 stopnie, odczuwalna temperatura przynajmniej dla mnie była dużo wyższa. Śniegu już nie było, bo i tak było go strasznie mało. Droga na stadion minęła jak zawsze w wesoły sposób, z kolejnym koncertem Wojtka, tym razem z moim gościnnym udziałem. Zatrzymaliśmy się na parkingu z aż za dobrym humorem. Wysiedliśmy z samochodu, Wojtek zarzucił torbę na ramię po czym ruszyliśmy w stronę stadionu, cały czas się śmiejąc. Nagle w ciągu ułamka sekundy, czas jakby zwolnił…
- Uważaj ! – krzyczy Szczęsny po czym odpycha mnie na bok.
Słyszę dźwięk, którego raczej nikt nie chciał by usłyszeć. Wystrzał z pistoletu. Huk, po czym szatyn pada na ziemię, tuż u moich stóp… Moje serce na kilka sekund staje. Wybucham płaczem gdy uświadamiam sobie co się stało. Rzucam się na ciało chłopaka leżące w plamie krwi. Jak za skinięciem magicznej różdżki, u mojego boku pojawiają się piłkarze Arsenalu.
- Zabierzcie ją stąd ! – krzyczy Theo
- Nie ! – wrzeszczę zanosząc się szlochem – Nie zostawię go !  
***
Obudziłam się z krzykiem, cała zlana potem i zaplątana w kołdrę. Matko boska, to na szczęście tylko sen. Wzięłam kilka głębokich oddechów po których głośno wypuszczałam powietrze. Przeciągnęłam się po czym wstałam z łóżka. Już niedługo wracam do Polski. Z jednej strony się cieszę. Tęsknię za przyjaciółkami, rodziną i zwierzakami, ale z drugiej wiem, że wyjazd wiąże się z kolejną dłuższą rozłąką. Coś czuje, że każda następna będzie coraz gorsza… Chociaż w sumie powinnam o tym pomyśleć, gdy zgodziłam się na związek z piłkarzem. Coś za coś. Otworzyłam szufladę, w której miesiły się moje rzeczy, i z dna wygrzebałam bluzę z napisem „Keep Calm and Expecto Patronum” i szare rurki z motywem przypominającym zebrę. Dosłownie skoczyłam do łazienki i równie szybko z niej wyszłam. Włosy zostawiłam rozpuszczone, po prostu nie chciało mi się ich związywać. Zbiegłam w podskokach na dół, ciesząc się, że dobry humor tak szybko mi wrócił. Nigdy zbyt nie martwiłam się snami. Niby coś tam znaczą, ale ja w to nie wierzę. Gdy zeszłam na dół, zaczęłam się rozglądać za swoim chłopakiem. Znalazłam go w bardzo oczywistym miejscu – na kanapie, oglądającego telewizję
- Nareszcie moja śpiąca królewna wstała – powiedział, podnosząc się i podpierając na łokciach – W kuchni, są kanapki dla ciebie. Jak się pośpieszysz, to może pójdziesz ze mną na trening.
- Bardzo chętnie, mimo to, że po ostatnim spotkaniu boję się Sancheza. – mruknęłam
- Ja z nim wytrzymuję od kilku lat. Przyzwyczaisz się, ba będziesz musiała  - zarechotał szatyn.
- Czy to groźba ? – krzyknęłam z kuchni.
- Możliwe, że to możliwe. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie – odparł chłopak, przesuwając się i robiąc mi miejsce.
Usiadłam na kanapie, i zabrałam się za konsumpcję mojego śniadania. Teraz jestem pewna kolejnego faktu o Szczęsnym. W pewnym filmie twierdził, że nie umie gotować, ale od kiedy tu jestem gotuje super, chyba nawet lepiej ode mnie. Więc albo jest świetnym kłamcą, albo się nauczył. Bardziej wierzę w to pierwsze, w sumie pasowałoby to do niego.
- O w mordę ! – usłyszałam krzyk Wojtka – Patrz o kim mówią.
Spojrzałam na ekran, wgryzając się w ostatnią kanapkę. Nie słucham na to co mówili, patrzałam na to co wyświetlali. Na zmianę Julka i Robert oraz Łukasz i Wiktoria. Z tego co widziałam, druga też wybyła do Niemiec… No świetnie, jak nie wrócą do mojego powrotu, to je chyba powieszę. Zachichotałam pod nosem i poszłam odnieść talerz do zmywarki.
- Idziemy ? – krzyknął z holu Szczęsny
- Już idę ! – odkrzyknęłam wpadając do holu.
Szybko się ubrałam, co zdecydowanie mnie zaskoczyło, bo z reguły zajmowało mi to dużo więcej czasu. Dom opuściliśmy ze śmiechem, bo przy wyjściu szatyna „ugryzła” futryna. On się kiedyś zabije, ja to wiem….
***
- Wojtuś ! – wrzasnął Alexis gdy tylko nas zobaczył po czym rzucił się na niebieskookiego.
- Bramkarz ! – drugiej strony nadbiegł Aaron, i przyłączył się do wspólnego przytulasa.
Po chwili, pojawili się jeszcze Giroud i Ozil. Gdy ten drugi także się „przytulił” grupka nie wytrzymała, i wylądowała na ziemi. Już wtedy nie wytrzymywałam ze śmiechu, ale gdy Ozil stwierdził, że widzi tęczowe jednorożce, wybuchłam głośnym śmiechem. Oni są psychiczni. Muszę się ich spytać o dilera, i co biorą.
- Chłopaki ! – gdy usłyszeli krzyk Arsene Wegnera, od razu podnieśli głowy, a na ich twarzach pojawił się poważny wyraz – Za 5 minut chce was wiedzieć na boisku. Za każde dziesięć sekund spóźnienia dodatkowe kółko !
Wszyscy zerwali się z miejsca i ruszyli pędem do szatni. W połowie drogi Wojtek i Giroud się cofnęli.
- Pójdziemy do szatni, ale jak Emily będzie mogła zagrać z nami.
- Jak chce, niech gra – mężczyzna spojrzał na mnie, a ja szybko pokiwałam głową.
- FUCK YEAH ! – usłyszeliśmy wrzask Alexisa, który widocznie gdzieś się zaszył.

Nim się obejrzałam zwisałam głową w dół, przewieszona przez ramię Wojtka. Chwilę po tym, budowaliśmy bunkier, ze wszystkiego co popadnie, gdyż Mertesacker strzelił liścia Alexisowi, Chambers stanął w jego obronie, zaczęła się walka, a Theo, Aaron i Olivier robili zakłady kto wygra. Ja i Wojtek z racji tego, że nie mieliśmy ochoty w tym uczestniczyć, zabawiliśmy się  w budowlańców, i tak od kilku dobrych minut siedzimy w prowizorycznym bunkrze, oczekując na koniec wojny…        

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Macie i się cieszcie :D Jest powyżej 1000 słów = jest dłuższy. 
Dedykuje go Wiktorii, która wczoraj napastowała mnie prośbami o rozdział. 
(Po co zapraszałam ją do znaj. na FB xD)

Jakby ktoś był zainteresowany kontaktem ze mną to zapraszam na facebooka: 

https://www.facebook.com/marta.piotrowska.3150

Co myślicie o założeniu fanpage'a opowiadania na facebook'u ?

OGŁASZAM KONKURSIK :)

Zbliżamy się do 4 tyś, wyświetleń, więc z racji tego, ogłaszam konkurs.
Na czym polega ? 
Kto pierwszy wyśle mi screena z licznikiem wyświetleń najbliższym 4000, dostanie imagin z wybranym piłkarzem  i grafikę (kolaż, gif lub tapeta) :) Druga osoba dostanie imagin z  LUB grafikę z wybranym pilkarzem (kolaż, gif, tapeta) a trzecia grafikę także z wybranym piłkarzem (kolaż/gif/ tapeta) c:
Proszę o wysyłanie screenów na email - horanoooowa@gmail.com


Za wszelkie błędy w rozdziale przepraszam c:
 Wracam do komentarzy przed rozdziałem c:

Wierzę, że się uda, więc...

10 komentarzy = NOWY, ŚWIEŻY ROZDZALIK :D 

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział XII "Niespodzianka"



Leżeliśmy na kanapie oglądając już drugi film. Postanowiliśmy zrobić sobie mały seans składający się z różnych gatunków filmów. Zaliczony już romans, teraz komedia- czyli Kac Vegas. Jednogłośnie wybraliśmy ten film. Następny w kolejce jest film wojenny – Pearl Harbor. Z racji tego, że i tak pozostało ich jeszcze dużo, pewnie przy następnym zasnę. Raz po raz podskakuję, przez nie przewidywane napady śmiechu Wojtka. Jego śmiech działa na mnie niczym śmiech Michała Baryzy z „Tap Madl”… Po prostu nie da się nie zaśmiać, czy chociaż  uśmiechnąć. Niby oglądamy filmy, ale ja nie mogę się powstrzymać i co chwilę ukradkiem przyglądam się uśmiechniętemu chłopakowi. Delikatnie się uśmiechnęłam i znów wlepiłam wzrok w ekran. Gdy dziecko znalezione w szafie, właśnie miało wrócić do mamy, film nagle się zatrzymał. Spojrzałam pytającym wzrokiem na chłopaka.
- Muszę ci coś pokazać – powiedział wstając z kanapy i wyciągając do mnie rękę – No chodź. Wstyd być w Londynie i tego nie zobaczyć. 
Westchnęłam i chwyciłam rękę chłopaka wstając tym samym z kanapy. Ubraliśmy się po czym opuściliśmy dom. Wsiedliśmy do samochodu, a Wojtek ruszył dalej nie mówiąc gdzie mnie zabiera…
***
Po bliżej nie określonym czasie samochód zatrzymał się na pewnym parkingu. Już domyślałam się, ba wiedziałam gdzie Szczęsny mnie zabrał. Górujące nad wszystkim budynkami słynny młyn – London Eye, był pięknym widokiem. Szczególnie teraz, o tej porze gdzie słońce nie oświetla już ziemi.
- Idziemy ? – spytał chłopak wytrącając mnie z zamyślenia.
- Gdzie ? – spytałam rozkojarzona.
- No na London Eye – powiedział z uśmiechem
Szatyn wysiadł z samochodu, okrążył go i otworzył mi drzwi. Wysiadłam, a Wojtek wykorzystał okazję i gdy stanęłam na nogi delikatnie, pocałował mój policzek. Spojrzałam na niego z uśmiechem, po czym ruszyliśmy w stronę jednej z najsławniejszych budowli Wielkiej Brytanii. Z bliska diabelski młyn sprawiał jeszcze większe wrażenie. Nie było tłumów, co mnie ucieszyło. Wojtek załatwił to co było trzeba, po czym wsiedliśmy do jednej z kilkudziesięciu kapsuł pasażerskich, które wznosiły się coraz wyżej. Przez chwilę, zapomniałam o swoim lęku wysokości, lecz nie na długo. Mimo to nie chciałam dać po sobie znać, że się boję. Czas leciał, a koło było pokonało około połowy swojej trasy. Razem z Wojtkiem wpatrywałam się w widok rozciągający się za oknem kapsuły. Londyn jest piękny, to pewne. Zapatrzona w szybę, poczułam jak Szczęsny delikatnie obraca mnie w swoją stronę. Uwielbiam jego dotyk, po prostu go kocham. Usta chłopaka znalazły sobie miejsca na moich, gdzie złożyły czuły pocałunek. Zaś ręce bramkarza, znalazły sobie miejsce niżej na moich biodrach. Po kilku sekundach odsunął się ode mnie, ale cały czas obejmował mnie w pasie. Koło diabelskiego młynu w powolnym tempie zbliżało się ku ziemi. Ostatnie minuty tego, jak dla mnie niesamowitego przeżycia ( w końcu ile razy w życiu, jest się na London Eye ?), spędziliśmy wpatrując się w krajobraz nocnego Londynu wtuleni w siebie.
***
- Jaki film teraz ? – rzucił Wojtek gdy tylko weszliśmy do domu
-Miał być wojenny, ale jak mniemam chciałbyś horror… - mruknęłam, a chłopak wyszczerzył  się i pokiwał głową – Nie zgadzam się ! Nie będę oglądać horrorów o tej porze, bo potem nie zasnę…
- A kto powiedział, że będziemy spać ? – poruszył brwiami
- Zboczeniec – mruknęłam – Horrory oglądaj sobie sam, ja idę na górę.
Zdążyłam wejść na trzy pierwsze schody, gdy silne ręce Wojtka oplotły mnie w pasie i delikatnie zdjęły ze schodów. Spojrzał na mnie z miną szczeniaka którego ktoś okrzyczał.
- Chce Ci się w ogóle oglądać te filmy ? – mruknął w moją szyję.
- Szczerze, to nie…  - przyznałam.
- To co robimy ? – spytał idąc w stronę salonu i ciągnąc mnie za sobą.
- Ciężko myśleć na głodniaka… - powiedziałam i spojrzałam na Wojtka
- Dobra, zrobię coś. – powiedział całując mnie w czubek głowy – Ale masz coś wymyśleć !
Gdy chłopak zniknął w kuchni ja szybkim krokiem udałam się na górę, w celu przebrania się w coś wygodnego. Weszłam do pokoju, który właściwie był „naszą” sypialnią. Podeszłam do komody i otworzyłam szufladę która na chwilę obecną należała do mnie. Wyjęłam dresy i na chybił trafił wybrałam jedną z piłkarskich koszulek, których tak na marginesie mam pięć. Trafiło na koszulkę mojego chłopaka… w sumie czemu nie ? Szybko przebrałam się w wybrane rzeczy i związałam włosy w wysokiego kitka. Zeszłam na dół, do kuchni. Zjedliśmy sałatkę którą Wojtek nazywał „piłkarską”. Po posiłku, skoczyłam po laptopa z zamiarem zadzwonienia do przyjaciółek, może i do mamy. Gdy weszłam do salonu, zastałam znajomy widok. Szczęsny leżał rozwalony na całej kanapie i przeglądał coś w telefonie. Podeszłam do kanapy i usiadłam dosłownie na chłopaka
- Ała, pogrzało Cię ? – zaśmiał się – Chcesz mnie połamać ?
- Rozgryzłeś mnie, jakim prawem ? - spytałam uruchamiając laptopa – Tak na marginesie to wiesz, że Julka jest z Lewym ? – po tych słowach szatynowi telefon wypadł z rąk
- Robercik dostanie po ryju. Mi nie powiedzieć ? – mruknął – Dzwoń do Julki, zgaduje, że jego też zastaniemy
- Tak jest, szefie ! – zaśmiałam się i wybrałam połączenie, które dosłownie od razu zostało odebrane – Witam.
- No cześć. – powiedziała z uśmiechem Julka, która jak zgaduje opierała się o Lewego bo widziałam kogoś za blondynką – Jak żyjesz w tej Anglii ?
- A dobrze, lepiej mów jak u ciebie ?
- Właściwie to… duże zmiany nie długo nastąpią…  mruknęła.
- Nie tak nie długo – usłyszałam  głos napastnika.
Spojrzałam na Wojtka z nadzieją, że może on wie o co chodzi. Ten tylko wzruszył ramionami i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Powiesz o co chodzi ? – spytałam
- Mówić ? – Julka skierowała to pytanie do swojego chłopaka, nie usłyszałam odpowiedzi – No więc… Jestem w ciąży. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 

Wiem, krótki. Wiem, spóźniony. Bardzo was przepraszam, cholernie mi przykro :C
Ostatnimi dniami, mój laptop często się wyłączał, a we wtorek przeszedł formatowanie i odzyskałam dopiero w czwartek. Nie wiem co mam powiedziec innego na swoje usprawiedliwienie...

Rozdział wgl. miał wyglądac inaczej, ale nie wyszło. Ogólnie miał byc dłuższy. Obiecuję, że najbliższych rozdziałam wam to wynagrodzę...

Jeszcze raz przepraszam, pozdrawiam, zapraszam do komentowania i obserwowania. Dla was to tylko kilka minut, a dla mnie wielka motywacja <3

sobota, 14 lutego 2015

Bardzo krótkie info

Jeśli mój laptop będzie na tyle kochany, i nie będzie się wyłączał po godzinie, rozdział powinien pojawic się w okolicach wtorku !

Chcę także powiedziec dziękuję ! Blog dobił już ponad 3200 wyświetleń, za co wam z całego serducha dziękuję ♥

niedziela, 8 lutego 2015

WAŻNE

Ostatnio na blogu drastycznie spadły wyświetlenia... Z prawie 200 dziennie na nawet nie 40 :( Waszych komentarzy też nie widać. Rozdział jest od chyba 4 dni a są tylko 3 kom. Co robię źle? Za rzadko wstawiam rozdziały? Są za krótkie? Za długie? Nudne ? Co robię nie tak ? Znudziła się wam, czy może po prostu nie umiem pisać ? Na innych blogach, które zaczęły dużo później ode mnie jest już dużo więcej wyświetleń, obserwatorów oraz komentarzy, dlaczego ? Ja naprawdę się staram, ale gdzie wy jesteście ? Jeśli coś się wam nie podoba, śmiało powiedźcie. Każdy komentarz, wyświetlenie, czy nowy obserwator... Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy... Ja naprawde się staram. Dla was. Kochani czytelnicy, gdzie jesteście ?


~ Z nadzieją na wasz powrót ( także wyświetleń) starająca się z całych sił autorka - Mrs. Szczęsna.




(Nie mówię o moich 3 wiernych czytelniczkach - Wiktorii, Natalii i Lilii c: No dobra, Alex o to tez nie, ale gdzie jest ?)

środa, 4 lutego 2015

Rozdział XI "Nagroda"

Zastanawiam, się czy wysłać do Neymara wiadomość na FB z życzeniami od polskich fanów. Powiedzcie czy to zrobić... W SUW sumie mogłabym to poprostu napisać na jego stronie, ale wydaje mi się że gdy wyślę wiadomość na jego stronę jest większe prawdopodobieństwo że to zobaczy :) Tak wiem jestem głupia :D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jedyna rzeczą która docierała do mnie po przebudzeniu, był ból głowy. Ale pytam się dlaczego ? Prawie nic nie wypiłam... Jestem wrażliwa ? To już się boję, jak się czuje Sanchez. Spróbowałam uszeregować sobie w głowie zdarzenia z dzisiejszej i nie tylko nocy… Zacznijmy od północy. Szczęsny poprosił mnie o zostanie jego dziewczyną, w co dalej nie wierzę. Następnie, było świętowanie z tego powodu… Impreza przeciągnęła się do chyba trochę po trzeciej. Potem wszyscy zaczęli się zwijać. Nic dalej nie pamiętam, więc chyba później poszłam spać . Rozejrzałam się. Byłam w łóżku, w piżamie a Szczęsny leżał koło mnie i spał jak zabity. Czyli potem na pewno poszłam spać, i byłam dosyć przytomna. Wstałam z łóżka. Spojrzałam na zegar. Wskazywał piętnaście po dwunastej. Chwyciłam poduszkę i walnęłam nią bramkarza. Spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem
- Wstawaj – mruknęłam i wskazałam zegar.
Podeszłam do komody, w której były moje rzeczy. Wyjęłam dresy i jakiś t-shirt. Dzisiejszy dzień spędzę na kanapie. Nigdzie się nie ruszę, i nikt mnie do tego nie namówi. Zabrałam rzeczy i kosmetyczkę i poszłam do łazienki. Jednym słowem wyglądałam okropnie. Doprowadzenie się do ładu zajęło mi jakieś piętnaście minut. Po stoczonej walce opuściłam łazienkę i zeszłam na dół, gdzie rozchodziły się przyjemne zapachy. Weszłam do kuchni i przeżyłam miłe zaskoczenie. Wojtek robił śniadanko. Podeszłam do swojego chłopaka (Nie mogę się przyzwyczaić do tego określenia) od tyłu i pocałowałam go w policzek.
- Dzień Dobry – powiedział z uśmiechem
- Co na śniadanko ? – spytałam siadając na blat
- Naleśniki – odpowiedział – Ale, zejdź z blatu. Co, w stodole Cię chowali ?
- Nie, tak się składa, że w pałacu – zacytowałam „Krainę Lodu” i wybuchnę łam śmiechem. Posłuchałam jednak chłopaka, zeskoczyłam z blatu i usiadłam przy stole. Obserwowałam poczynania chłopaka, robiąc się coraz bardziej głodna. Na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech, gdy stanął przede mną talerz pachnących, ciepłych naleśników.
- Smacznego – odparł Szczęsny.
Zjedliśmy w milczeniu. On jest po prostu facetem- marzenie. Kochany i w ogóle, umie gotować, przystojny (zajebiście przystojny),ma dużo kasy. Jaka dziewczyna by takiego nie chciała ? Posprzątaliśmy po naszym późnym śniadaniu, a następnie wzięliśmy się za sprzątnie po sylwestrze. Wyglądało, to jakby jakaś melina stanęła na drodze tsunami. Rozdzieliliśmy zadania i zabraliśmy się za sprzątanie. Gdzieś pod koniec, Wojtkowi rozdzwonił się telefon. Usłyszałam tylko jak mówi „No to zajebiście”
- Co jest ? – spytałam gdy chłopak wrócił do salonu
- Dzwonił Sanchez i przypomniał mi, że gramy dziś mecz z Southampton – odpowiedział –za pół godziny jest trening, a potem mecz.  Dokończysz sprzątnie ? Proszę, muszę lecieć…
- Jasne – uśmiechnęłam się
 - Dzięki, jesteś wielka – powiedział po czym pocałował mnie delikatnie i zniknął za drzwiami.
Westchnęłam i zabrałam się za kończenie sprzątania. Zrobiłam jeszcze jedną rundkę po domu w poszukiwaniu butelek i innych śmieci. Nic nie znalazłam, lepiej dla mnie mniej roboty. Stwierdzałam, że sprzątnie zakończone. Skoczyłam do góry po laptopa. Zalogowałam się na się na FB, a później na skype. Trzeba pogadać z dziewczynami. Gdy tylko włączyłam skype, na ekranie od razu wyświetliło mi się nadchodzące połączenie, od Wiktorii. Odebrałam.
- Hejo – przywitała się blondynka – Wiesz może co z Julką ?
- Cześć – także się przywitałam – Nie, skąd mam wiedzieć ? Od kilku dni nie ma mnie w kraju. A co się stało ?
- Od trzech dni nie widziałam jej na oczy. Rozmawiałam z jej mamą, ale ona nic nie chce mi powiedzieć. Martwię się. Nie odbiera telefonu… - przerwała – Teraz to dostanie w ryj. Dzwoni.
- Odbierz i daj na grupowy. - powiedziałam
 - Czy ciebie do reszty pogrzało ? – krzyknęła Wika – Gdzieś ty była ?
- Spokojnie – odezwała się Julka i zachichotała
- I co się jeszcze brechtasz ? – spytałam w wyrzutem
- Już się tłumaczę, spokojnie – powiedziała z uśmiechem Jula – Robert, chodź tu.
- Że co ? Jaki Robert  ? – dopytywała się Wiki
- Lewandowski – usłyszałyśmy inny głos
Obie spojrzałyśmy na siebie, przez chwilę zapominając, że nie rozmawiamy na żywo.  Przy Julce pojawił się polski napastnik – Robert Lewandowski. Pocałował blondynkę w policzek i uśmiechnął się jakby nigdy nic. Nikt się nie odzywał. Ja po prostu zaniemówiłam. Wiktoria jako pierwsza odzyskała głos.
- Jakim cudem ?! Od kiedy ?! Ja się pytam jak ?! – wyrzucała z siebie słowa w szybkim tempie.
- Od kiedy ? Od pół roku. – odpowiedziała Julia – Jak ? Mogłabym mówić godzinę…
- Kiedyś i tak się wytłumaczysz… - mruknęłam – Ale tak właściwie, to gdzie ty jesteś ?
- W Monachium, a co ? – spytała
- Ja się chyba powieszę… - rzuciła Wiktoria.
Rozmowa trwała jeszcze pół godziny. Gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Powiedziałam dziewczyną o tym, że jestem ze Szczęsnym. Przez chwilę byłam dosłownie głucha – tak piszczały. Razem z Julką obstawiam, że Wika za jakiś miesiąc też się pochwali. Julka powiedziałam nam jeszcze, że Roberta zna od roku, ale od pół roku są razem. Jak oni to zrobili, że nikt o tym się nie dowiedział ? Media przecież są wszędzie. Wymyśliłyśmy także, że z racji tego, że zbliża się studniówka, będziemy fajne i wszystkie trzy przyjdziemy z piłkarzami. Zakończyłam rozmowę pretekstem meczu. Nie skłamałam, bo od razu po wyłączeniu laptopa zaczęłam oglądać mecz.

*** 

Przegrali. Przegrali 2-0. Z westchnieniem wyłączyłam telewizor i zaczęłam krzątać się po domu w oczekiwaniu na chłopaka. Wrócił po jakiś dwudziestu minutach. Był wściekły. To było widać. Rzucił torbę na podłogę i usiadł na kanapę. Usiadłam obok niego.
- To moja wina – mruknął
- Nie kłam. Oglądałam i wszystko widziałam. – powiedziałam i przytuliłam go – Akurat dziś, to nawaliła obrona…
- Ale chyba po coś byłem na tym boisku… - powiedział wyraźnie zawiedziony
- Nie smutaj, bo ja też będę. – powiedziałam – Bez przegranej, nie ma zwycięstwa. Dostaniesz nagrodę, ale skończ się rozczulać.
- Jaką nagrodę ? – Wojtek od razu się rozweselił.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go. Gdy się odsunęłam na twarzy Szczęsnego widniała mina typu „Czemu tak mało ?” Przewróciłam oczami i po raz drugi pocałowałam szatyna. Wykorzystał, to i gdy chciałam się odsunąć, przytrzymał mnie i zaczął pogłębiać pocałunek. Na początku skamieniałam, ale już po chwili, oddawałam pocałunek. Piłkarz wykorzystał moment, gdy rozchyliłam wargi i delikatnie wsunął pomiędzy nie język. Nie ukrywam, spodobało mi się. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się na jego kolanach. Zarzuciłam ręce na jego szyję, a on przyciągnął mnie bliżej siebie. Pocałunek przerywaliśmy  tylko na oddechy.

  ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam i przepraszam :C Powninień byc kilka dni temu, ale nie miałam jak go skończyc... Ale za to macie grubszą akcję :P Od razu mówię, żeby potem nie było - W opowiadaniu POJAWIĄ się sceny + 18, ale takie "nie dokończone" w sensie bez szczegółów c:

Wgl to ten rozdział jest do dupy, podoba mi się tylko koniec... Zastanawiam się, dlaczego mam takie dziwne ciarki, pisząc coś tego typu...

Ostatanio się zastanawaiałm czy nie mam zwidów... Idę sobie chodnikiem, po drugiej stronie, idzie koleś z dzieckiem. Niby nic nadzwyczajnego ale to, że koleś wyglądał jak dosłowny klon Neymara, a to dziecko jak Davi, mówi samo za siebie. Dosłownie w mordę strzelił to byli oni xd

To z Julką i Robertem jest wynikiem braku pomysłów c: